Ładowanie

Słowa

Zamknij

Książka

Judy z trudem stawiała kolejne kroki. Chodnik pod jej stopami zdawał się falować, uginać pod jej ciężarem, a chłodny wiatr uderzał w plecy, potęgując uczucie, że ktoś ją pogania. Szła z pochyloną głową, zaciskając dłonie na pasku torebki, a jej palce bezwiednie wyciskały na nim drobne zmarszczki. Serce waliło jej w piersi tak szybko, że niemal traciła oddech. Miała wrażenie, że ludzie mijający ją na ulicy patrzą zbyt długo, jakby widzieli na jej twarzy coś, czego ona sama nie była w stanie dostrzec.

Książka

Mężczyzna powoli otworzył oczy. Miał wrażenie, że obudził się głębokiego snu, którego nie potrafił sobie w pełni przypomnieć. Jego ciało było zmęczone, a umysł jeszcze zamglony. Pierwsze, co odkrył, to intensywny ból w miejscu przeprowadzonego zabiegu. Czuł się oszołomiony, jakby nic do końca nie było prawdziwe. Przez moment nie wiedział, gdzie się znajduje, co się stało ani jak długo nie był przytomny. Wstrzymał oddech, a jego umysł starał się uporządkować rzeczywistość. Próbował unieść ręce, ale zauważył, że wciąż są unieruchomione. Ciało odmawiało posłuszeństwa, a umysł nie potrafił zebrać myśli.

Książka

Z początku terapia wydawała się standardowa, typowa dla takich ośrodków. Indywidualne rozmowy, które miały na celu zebranie jak największej ilości informacji na mój temat – to, co czułam, myślałam, przeżyłam. Jednak z biegiem czasu zauważyłam zmianę w podejściu terapeutów. Zamiast skupiać się na analizie moich problemów, coraz częściej kierowali rozmowę ku najbardziej traumatycznym i obrazowym wydarzeniom z mojego życia. To nie była już próba zrozumienia mojej psychiki, lecz raczej coś bardziej niepokojącego. Miałam wrażenie, że starają się zamieszać w mojej świadomości jak w słoiku wody z piachem, próbując wydobyć na wierzch wszystko to, co powinno pozostać ukryte w głębinach mojej podświadomości.


Książka

Poczuła, że przez chwilę ten kontakt z czymś żywym przyniósł jej ulgę. Podeszła do torebki i wyjęła z niej kopertę. Delikatnie ją otworzyła, jakby bała się, że każdy ruch może wstrząsnąć jej całym światem. Wzięła do ręki wyniki badań, które przez cały dzień trzymały się jej jak cień. Potrzebowała ich tylko na chwilę, by poczuć, że znowu ma kontrolę.

Poszła do kuchni, żeby schować kopertę, i otworzyła szufladę. W jej oczach stanął niepokojący widok – dziesiątki takich samych kopert, ułożonych w porządku, ale też w jakimś chaotycznym porozrzucaniu. Za każdym razem, gdy wyniki były gotowe, odkładała je w to miejsce.

Judy przez chwilę nie wiedziała, co o tym myśleć. Kopertowy stos, w którym czekały na nią te same odpowiedzi, ta sama strona, te same słowa. Jej oddech przyspieszył, ale postanowiła zignorować to uczucie. Zamknęła szufladę z nieco zbyt dużą siłą, jakby chciała ukryć te wszystkie niepewności.

Książka

Wzory na ścianach przypominały kratki w zeszycie, te same, które kiedyś zostawiała puste w szkole, bo nie miała pomysłu, co w nich napisać. Kratki, które były czymś pomiędzy pustką i potencjałem, między tym, co już nigdy się nie wydarzy, a tym, co dopiero mogło nadejść. Szpital wydawał się zbudowany na tej samej granicy, zbudowany pośrodku zawieszenia – między życiem a śmiercią.

Książka

Jego kroki, najpierw powolne, stawały się coraz bardziej stanowcze. Przez chwilę stał w progu, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi. W pokoju znów zapanowała cisza przerywana jedynie miarowym szumem wentylacji.

Witold wstrzymał oddech, wpatrując się w niewielki przedmiot, który spoczywał na fałdach prześcieradła tuż przy jego biodrze. Nie potrafił oderwać wzroku od jego metalicznego błysku. Jego serce przyspieszyło. Co to mogło być? I, co ważniejsze, jak mógł to zdobyć?

Książka

Czułam, że coś jest nie tak. Inni pacjenci, których spotykałam na korytarzach, mieli podobne problemy. Niektóre z twarzy wydawały się znajome, jakbym widziała je już wcześniej, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć gdzie. Byli zdezorientowani, podobnie jak ja, niepewni, czy to, co widzą w swoich snach, to tylko wytwór ich umysłów, czy może coś więcej.

Książka

Nazywam się Alice i przez ostatnich kilka miesięcy byłam pacjentką w Szpitalu Psychiatrycznym Świętego Augustyna. Nie wiem, jak tu trafiłam. Jedyne, co pamiętam, to moje własne krzyki, kiedy próbowałam wyrwać się z ramion sanitariuszy. Powiedzieli, że to dla mojego dobra, że pomogą mi wyjść na prostą. Ale nie pamiętam, żebym potrzebowała pomocy.

Książka

Judy odwróciła wzrok i spojrzała przez wysokie, szpitalne okno. Na zewnątrz niebo było już w połowie zajęte przez zimowy zachód słońca. Szarość i blady róż łączyły się, tworząc miękką, niemal nierzeczywistą aurę, która kontrastowała z surową bielą szpitalnych ścian. Zastanawiała się, ile jeszcze takich zachodów będzie jej dane zobaczyć. Jeszcze dziesiątki? Kilka? A może już tylko ten jeden? Ta myśl uderzyła ją nagle jak zimny podmuch, powodując, że ścisnęła kolana, jakby to mogło zatrzymać ból napierający od środka.