Ładowanie

Słowa

Zamknij

Książka

Fragment książki

Marcyś, Marcyś, ty żarłoku.
Ty łasuchu, głodomorze.
Kto kolację wigilijną
Zjada o tak wczesnej porze?

Zobacz, granatowe niebo
Coraz bardziej nam ciemnieje.
Wkrótce Jezus się narodzi,
Ten, co ludziom da nadzieję.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Maryja:

Czas, Józefie, czas już na mnie.
Czas na Najwyższego.
Idę spełnić wolę Bożą
Oraz rozkaz Jego.

Szkoda tylko, że nie mamy
Dla niego komnaty,
Że w szmateczki Go oblekę,
Nie w królewskie szaty.

Myślę jednak, że Jezusik
Nie będzie się gniewał.
Zaśnie słodko, gdy lud będzie
Mu kolędy śpiewał.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Matka Boska:

Wiem, że czekacie na prezenty.
Ale nie taki jest sens święta.
Dziś mały Jezus na świat przyszedł
I niech to każdy zapamięta.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Może masz też w skrzyni płotki,
Które mają zapach słodki?
A widziałeś kiedy flądrę,
Co by kupowała rondle?

Jeśli tak, to powiedz proszę,
Lecz pamiętaj, kłamstw nie znoszę,
Była sama, czy z płetwalem?
No mów, nie kombinuj stale.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Nieznajomy

Raz do roku tu przychodził.
Tu stał się młodzieńcem,
Tu dziewczynę poznał piękną
I trzymał za ręce.

Tu pielgrzymi wczesną wiosną
Bogu dziękowali,
Że ich zdrowiem obdarował,
Kiedy byli mali.

A mój ojciec tam, gdzie serca
Od miłości płoną
Pannę tę poprosił, żeby
Była jego żoną.

I choć był kowalem z miasta,
To z serca potrzeby
Zaczął głazy wydobywać
Z urodzajnej gleby.

Te kamienie z czarnej ziemi
Rzucone dokoła,
Miały służyć na fundament
Wiejskiego kościoła.

Tu codziennie jako dziecko
Także przychodziłem.
Tu bawiłem się beztrosko,
Tu się urodziłem.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Tak bym chciała dać maleństwu
Dom spokojny i schronienie,
Dzień słoneczny i beztroski,
W nocy spokój i milczenie.

Tak bym chciała, by nie zaznał
Nigdy wojny ani głodu,
Wrogich spojrzeń nieprzyjaciół,
A wśród swoich zła i chłodu.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Jak przez zaspy i zamiecie
Do kościółka trafi,
Jaką drogą przyjdzie Jezus
Do naszej parafii?

Czy dzieciaki okoliczne,
Co po wsi biegały,
Chociaż ciepły żłóbek z siankiem
Mu przygotowały?

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Adam:

Ja to nie wiem, co dostanę,
Choć złożyłem zamówienie,
Niby, że do Mikołaja,
Na to Boże Narodzenie.

Nie mam też wymagań wielkich,
Lecz wyczuwam, że się zdarzy
Prezent za tysięcy kilka,
Ten, o którym Adam marzy.

Podsłuchałem w październiku,
Gdy mama w łazience stała,
Jak do ciotki z Ciechocinka,
Tak też telefonowała:

„Słuchaj Elu, właśnie, słuchaj.
Trochę mam niewdzięczną rolę,
Ale chciałabym wypełnić
Mego syna jedną wolę.

Otóż, jak pamiętasz chyba,
W grudniu Boże Narodzenie.
To jest pora naturalna
Na obietnic wypełnienie.

Wiem, że nic nie obiecałaś,
Więc cię nie chcę fatygować,
Sugeruję: dla Adasia
Możesz składkę ofiarować.

Nie, niewiele. Oczywiście,
W myśl uznania i ochoty,
Jeśli się zmobilizujesz,
Możesz dać kilkaset złoty”.

I tak moja droga mama
Długo w tej łazience stała,
No i chyba ze czterdzieści
Telefonów wykonała.

Więc tak sobie przemyśliwam…
Jeśli się ułoży wszystko,
To zaraz po nowym roku,
Znajdę inne towarzystwo.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Niusia:

Nie miesiłam, ma sąsiadko.
Mąż nogą ubijał,
Tańczył przy tym, podskakiwał,
Z pięć godzin się zwijał.

Ingrediencje, co mu dałam,
Do wanienki włożył,
Czym uciechy domownikom
Niemało przysporzył.

I znów w tańcu jak w galopie
Tak pięknie szybował,
Że aż masę razem z makiem
Calutką zmarnował.

I co, pani Walczakowa?
Jak mi żyć wypada?
Chyba łotra poturbuję!
Biada jemu, biada!

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Diablik:

Chwileczkę! Zenon! Dokąd idziesz?
A gdzie umowa między nami?
Przecież za chwilę urządzamy
Święto ze śpiewem i tańcami.

Gdzie patrzysz? Zapomniałeś chyba,
Co planowałeś pod choinkę.
Już ci podpowiem: magnetofon
Oraz do zdjęć jakąś maszynkę.

Wszystko w zasięgu jest twej ręki.
No, nie kombinuj nadaremno.
Za chwilę będziesz miał to wszystko.
Wystarczy tylko trzymać ze mną.

Zerknij przez okno. Nie, to drugie.
Spójrz, co się u sąsiadów dzieje.
Pod świerkiem stosy pudeł leżą.
To nic, że trochę chłodem wieje

I każdy patrzy obojętnie.
Ale co ważne, w swoją stronę.
Rzecz w tym, że właśnie dziś w wigilię,
Pragnienia ich są nasycone.

Jak będziesz kumplem, Zenon, ze mną,
To równo za rok o tej porze,
Furtkę... Nie, bramę przeogromną
Do świata zabaw ci otworzę!

Jeden warunek mały stawiam.
Nic już nie robisz tradycyjnie.
Nie ma opłatka, sianka, kolęd,
Do świąt podchodzisz konsumpcyjnie.

Zadanie proste. Zrozumiałeś?
Bierzesz prezenty, los się śmieje,
Ja nie zapomnę o atrakcjach,
Ty zapominasz o Betlejem.

O! Jakby w bieli ktoś nadchodził.
Za chwilę, Zenon pogadamy.
Teraz cię żegnam i pamiętaj –
Umowa stoi między nami.

No, to na razie. Do wieczora.
Do Mikołaja przy kolacji.
Od dzisiaj Zenon awansujesz.
Będziesz kapralem w mej formacji.

No, widzisz jaki los łaskawy?
A jeśli ciut pokontemplujesz,
To głowę daję – za dni kilka
Chyba świat cały zawojujesz.

Biegnę, bo sytuacja taka
Serce me wielce rozwesela.
Zaraz za rogiem, w tamtym domu,
Inna mnie czeka klientela.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Długo już tych pól pilnuję
I widziałem wiele.
Znam też ową prawdę smutną
O naszym kościele

I nie raz już oglądałem
Tę gwiazdę na niebie,
Która od tysięcy lat przyciąga
Ludzki wzrok do siebie.

Czekam zawsze jak śnieg biały
Na polach zagości,
I wśród blasku owej gwiazdy
Rozświetli ciemności.

Jasność jej jest przeogromna,
W niej bezkresna siła,
Ona tajemnicą wielką
Ziemię otoczyła.

Wykrzyknęła z nabożeństwem
Mącąc nocy ciszę,
I wskazała – tam, w Betlejem,
Jezus na świat przyszedł.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Konduktor:

Usiądziemy jak co roku
Przy świątecznym, białym stole,
By rodzinnie, przy wieczerzy,
Móc wypełniać Bożą wolę.

Pierwszy raz córeczka moja
Bombkę małą rączką chwyci,
Pierwszy raz igłami świerku,
Ich zapachem się zachwyci.

Potem skrawek, co z opłatka
Na sianeczko się wykruszy,
Włożę jej w usteczka drobne,
By Bóg szczęście dał jej duszy.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment

Książka

Fragment książki

Kazik:

Ja pamiętam, jak za murkiem
Przed rodziną się schowałem
I gdy byli na spacerze,
Po cichutku tam czekałem.

Zamysł miałem otóż taki,
Że gdy zbliżą się troszeczkę,
To przypuszczę śnieżny atak,
By ich wstrzymać na chwileczkę.

Piękne kule ulepiłem.
Mówię ci, arsenał taki!
I czekałem, aż do muru
Wnet przybliżą się swojaki.

Siedzę cicho, nasłuchuję,
Zza parkanu wzrok wytężam,
I ustalam, czy do boju
Nie zabraknie mi oręża.

Wreszcie słyszę ciche kroki,
Śnieg skrzypiący pod butami
Oraz małą postać widzę
W drodze między jałowcami.

Mocno sprężam mięśnie w sobie,
Jak żbik skaczę mój kolego,
Patrzę, a to nie rodzina.
To jest pani od polskiego.

Zbigniew Kacprowicz, "Wierszem pokłońmy się Maleńkiemu", fragment