Ładowanie

Słowa

Zamknij

Książka

Fragment książki

W środku panował półmrok, powietrze było gęste jak w piwnicy, a podłoga pachniała starą krwią wymieszaną z lizolem. Biurko Juliana zasłane było papierami, których nie dotykał od miesięcy. Herbatę sprzed trzech dni trzymał na blacie jak rekwizyt.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

A potem w pokoju zapanowała cisza. Nie ta zwykła, ale taka, która wchodzi w uszy i wbija się pod skórę.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Było popołudnie, takie brudne, z ołowianym niebem i powietrzem ciężkim od dymu z kominów. Julian szedł przez osiedle z wielkiej płyty, gdzie bloki wyglądały jak szare trumny ustawione jedna na drugiej.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Nagle zobaczył na blacie nóż kuchenny. Nie brał go w dłoń, ale patrzył na niego z dziwnym poczuciem, że ostrze czegoś od niego chce. Może kromki, a może krwi. Może obu naraz.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Był poniedziałek, godzina ósma czterdzieści trzy. Julian otworzył oczy, czując się, jakby ktoś wlał mu do czaszki ocet. Nie bolało. Paliło. Ale nie ciało, tylko resztki sumienia.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Ulica wyglądała na zapomnianą przez Boga i służby miejskie. Wyszczerbione płyty chodnikowe, rdzewiejące latarnie, śmierdzący rów biegnący wzdłuż siatki.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Za oknem wschodziło słońce, ale nie miało w sobie ani grama światła.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Kanały przy Wiśle śmierdziały gnijącym mięsem i starym moczem, beton był lepki, a powietrze cięższe od grzechu.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Pierwszym pacjentem tego dnia był yorkshire terrier z kolorową wstążką na głowie, który trząsł się jak galareta. Właścicielka – stara dewotka z tipsami i perfumami jak z katalogu Avonu z lat dziewięćdziesiątych – twierdziła, że pies „stracił energię duchową” po spotkaniu z owczarkiem niemieckim sąsiada. Julian zmierzył wzrokiem psa, potem ją. Powstrzymał się od powiedzenia prawdy: że energia duchowa zdechła razem z jej godnością. Zrobił psu zastrzyk i postawił diagnozę – hipochondria przeniesiona ze smyczy.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Mieszkanie przypominało miejsce zbrodni, w której nie odnaleziono jeszcze ciała. Kanapa – twarda jak jego stosunek do ludzkości. Lodówka – bardziej pusta niż jego życie erotyczne. Okna – brudne jak sumienie byłej żony.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Jesień w Warszawie była w tym roku wyjątkowo podła. Nie ta złota, z pocztówek i folderów biur podróży, tylko ta prawdziwa – asfaltowa, nasiąknięta brudem, z liśćmi przyklejonymi do chodników niczym zdechłe ryby do dna akwarium.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Z mroku wyłoniła się kobieta. Włosy miała w nieładzie, twarz ściągniętą, zęby pożółkłe jak stara kość, a w jednej ręce trzymała sznur, na którym ciągnęła psa – wyleniałego kundla z podkulonym ogonem i ranami na łapach.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Wspomnienia były jak stare rany – niby zabliźnione, ale jak się je podrapie, to znów zaczynają sączyć.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Praga miała w sobie brzydotę, która mówiła prawdę. Była jak stary pies, którego nikt nie chce – brudny, z bliznami, ale wciąż patrzący na świat tym samym, wiernym spojrzeniem.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Spojrzał w górę. Na linii wysokiego napięcia siedziało pięć wron. Wszystkie patrzyły prosto na niego.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Włączył laptopa. Był to stary, ciężki sprzęt, z klawiaturą lepką od potu i resztek jedzenia. Idealny do nielegalnych poszukiwań.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Na klatce stała pani Aldona z parteru, emerytka z grzywką jak żaluzja, w sukience w kratkę, plastikowych kapciach i twarzą jak z piernika – starą, pękniętą i zbyt słodką.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Ona lubiła tu przychodzić. Miała obsesję na punkcie latte z mlekiem owsianym i ciastek bez glutenu. Czytała wtedy Coelho i mówiła, że „trzeba słuchać wszechświata”. On słuchał tylko espresso, które przypominało mu o istnieniu.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Czas po zabójstwie nie miał konsystencji. Był jak gęsty kisiel – przezroczysty tylko z pozoru, a lepki jak sumienie grzesznika.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki

Książka

Fragment książki

Był wtorek, godzina czternasta siedem i pogoda taka, że człowiek miał ochotę popełnić samobójstwo. Ale deszcz był zbyt mokry, a kawa z automatu zbyt żałosna, by zrobić to z fasonem. Julian właśnie kończył szycie rany na zadzie kota, który wpadł pod rower. Pies rowerzysty ponoć szczekał z radości, więc winnych było więcej niż ofiar. Kot przeżył. Rowerzysta nie przeprosił. Pies? Cóż, pies był tu najmniej winny.

Krzysztof Karsch, "Weterynarz", fragment książki