Ładowanie

Słowa

Zamknij

Autor

Kwestionariusz autorski:

- Zawód, który chciałaby Pani wykonywać:

Inżynier/konstruktor, budowniczy mostów, twórca nowych lokomotyw – fajnie zostawić po sobie coś trwałego, co napędza świat, służy pokoleniom.

- Gdzie chciałaby Pani mieszkać:

W Siófok. Zakochałam się w tym mieście i do niego przeprowadziłam się z Warszawy.

- Podróż, w którą chciałaby Pani się udać:

Przejechać Europę z Paryża do Stambułu Orient Experessem.

- Pamięta Pani pierwszą przeczytaną przez siebie książkę?

Tak, stoi u mnie na półce: „Bajeczki z obrazkami” W. Sutiejew (ilustrował autor). Cudowna, mądra i bardzo ładna książka.

- Czy jest pisarz/pisarka, który stał się Pani przewodnikiem po świecie?

Nie. I nie taka chyba jest rola pisarza. Pisarz może pokazywać różne światy, zachęcać do odkrywania nowych kontynentów, ale za rękę nigdzie nie poprowadzi. Zawsze w którymś momencie trzeba zamknąć książkę i samemu być odważnym bohaterem swojego życia.

- Książki, które są dla Pani ważnym punktem odniesienia:

Coraz lepsze te pytania… Podchodzę do książek bardzo emocjonalnie. Bywa, że na pewnym etapie życia któraś akurat trafia w punkt, przeżywam, czytam po kilka razy. A potem nagle nie jest już taka ważna. Ale niech będzie: „Gra w klasy” Julio Cortazara. Nie tylko ze względu na treść, ale i na konstrukcję, która świetnie pokazuje, jak na wiele wydarzeń można patrzeć z różnej perspektywy.

- Kraj lub język, którego literatura wywarła na Panią największy wpływ:

Literatura rosyjska i iberoamerykańska. Pełne miłości, fantazji i przeczuć, że na tym świecie nasze życie się nie kończy. Urokliwe, bajkowe i bardzo ludzkie.

- Jakiej literatury Pani nie lubi?

Przeintelektualizowanej. Tak jak nie cierpię filmów Bergmana.

- Dlaczego Pani pisze?

Od kiedy przeniosłam się na Węgry, wszyscy zadawali mi jedno pytanie: dlaczego na Węgry? Opowiadanie w kółko tej samej historii, jak się to wszystko zaczęło, stało się trochę nużące. Książkę napisałam dla własnej wygody, bo pomyślałam, że każdy przeczyta i nie będzie już pytał. Przeliczyłam się – chcą ciągu dalszego.

- Myślę, że w moim pisarstwie dobrze mi wychodzi:

Przeklinanie. Uwielbiam przeklinać. Ale na potrzeby świata trochę się hamuję.

- Myślę, że błędy pisarskie, które popełniam, to:

„Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie” – zawsze jak czytam to, co napisałam, to czuję niedosyt, że jednak żadne słowa nie oddają tego, co w głębi serca czuję.

- Pisanie jest przyjemności/pisanie jest torturą:

Pisanie jest samą przyjemnością, jak jest wena. Jak nie ma weny, a terminy gonią, to jest katorga.

- Myśl przewodnia mojej twórczości/o co przede wszystkim chodzi mi w pisaniu:

Książki powinny przede wszystkim dostarczać rozrywki. Jeśli przy okazji skłonią do jakiejś refleksji, to jest to ogromny sukces pisarza.

- Pani motto?

Nie wierz tym, którzy mówią, że marzenia się nie spełniają i patrz w gwiazdy!

- Jaki talent/talenty chciałaby Pani mieć?

Ja mam aż za dużo talentów.

- Pani bohaterowie/bohaterki w historii?

Camille Claudel. Piszę pierwsze, co mi przyszło do głowy, bo jak tu wyłowić kogoś z tyluletniego tłumu. Bardzo zapadł mi w pamięci film o tym tytule, gdzie główną bohaterkę odtwarzała Isabelle Adjani. Niezwykła historia kobiecego geniuszu, siły połączonej z delikatnością. Imponuje mi odwaga Camille, z jaką rzuciła się w miłość, w pracę, że nie liczyło się dla niej nic poza tym, co kocha. Banalnie brzmi, ale niewielu tak potrafi.

- Pani bohaterowie/bohaterki w codzienności?

Moja babcia Lidia. Rosjanka wywieziona w 1942 r. w wieku 16 lat na przymusowe roboty do Niemiec. Nad Jeziorem Bodeńskim poznała mojego dziadka Polaka, z którym po wojnie przyjechała do Polski. Najodważniejsza kobieta świata, która zawsze powtarzała, że spotkała wielu dobrych Niemców i nauczyła się żyć wśród Polaków, nie zawsze kochających Rosjan.

- Gdybym nie musiała wykonywać żadnej pracy, to zajmowałabym się:

Astrologią, stawianiem kart, restauracją starych samochodów.

- Co byłoby dla Pani największym nieszczęściem?

Śmierć ukochanej osoby.

- Czy za sto lat ludzie wciąż będą pisali i czytali książki?

Tak, bezwzględnie. Mam serdecznego kolegę, Wojtka Letkiego, który pisze książki dla dzieci i od lat jest bardzo uznanym autorem słuchowisk dla najmłodszych. Era tabletów i internetów nie zniszczyła jego twórczości, o czym świadczą liczne spotkania autorskie z młodymi czytelnikami. Podobnie jest na Węgrzech. Csukás István (właśnie skończył 81 lat) to taki węgierski Papcio Chmiel – autor wielu bajek i kultowych postaci w dziecięcej świadomości. I w ostatnim wywiadzie opowiada, że przedszkolaki wciąż znają jego twórczość, czytają, emocjonują się tymi samymi przygodami, co ich rodzice. Może tylko pytania mają bardziej bezpośrednie: „Skąd Panu wszystkie te głupoty przychodzą do głowy?”. Na co István/Stefan odpowiedział: „Masz rację, jak człowiek zaczyna rozmyślać, to mnóstwo głupot przychodzi mu do głowy, jak to spisze, doda dobrze wymieszaną rzeczywistość, to z tego rodzą się najlepsze bajki.” * (*cyt. „Meglepetés”, nr 26/2017)

Książka

Fragment książki:

W knajpie wypiliśmy całe zapasy Unicum. Szabi zarządził odwrót do innego baru. Było już dobrze po dwudziestej drugiej, Siófok w listopadzie nie grzeszy liczbą otwartych lokali o tej porze. I wtedy Szabi, sięgnąwszy do kieszeni kurtki, wykrzyknął radośnie: - Mam kluczyki do statku! Takiego podrywu się nie spodziewałam. Można wyrywać laskę na kluczyki do auta ojca, motoru brata, klucze do mieszkania kolegi, ale na statek to mi się jeszcze nie zdarzyło. „Hej, kochanie, uprowadziłem samolot, może się przelecimy?” – w zasadzie tak to zabrzmiało.

Katarzyna Kociuba, „Rejs po Węgrzech”

Autor

Wywiad z Autorką:

Tytułem wstępu: poprosimy o kilka słów o sobie, tak na dobry początek :)

Jestem dziennikarzem. Przede wszystkim motoryzacyjnym, choć pracuję w innych branżach. Ale bardzo kocham samochody i wszystkie maszyny. Jestem urodzoną warszawianką. Jednak zakochałam się w Siófok i Balatonie. Dlatego przeprowadziłam się na Węgry i założyłam biuro podróży HelkaTours.

Czy trudno jest być dziś autorem książki i czy warto?

Zawsze warto. I zawsze było trudno. Pisarze z reguły są doceniani po śmierci. Nawet czasem długo po śmierci.

Książka Pani dzieciństwa?

„Bajeczki z obrazkami” W. Sutiejew, ilustrował autor, przełożyła Maria Dolińska. Prześliczna książka. A tak doroślej to cykl powieści o Tomku Wilmowskim Alfreda Szklarskiego.

Czy wystarczy mieć pomysł, czy bycie pisarzem wymaga czegoś więcej?

Bardzo trudno być pisarzem. Nie wystarczy umieć pisać i mieć pomysł. Ubrać to w jakieś ramy, stworzyć zwartą i zajmującą całość to ogromna sztuka.

Dlaczego Pani pisze? Co Panią motywuje? Daje energię?

Tylko dlatego, że inni się pytają, DLACZEGO mieszkam na Węgrzech. Chciałam raz a dobrze opowiedzieć tę historię. Teraz się pytają, JAK się mieszka na Węgrzech. Niewykluczone, że będę musiała napisać ciąg dalszy.

Jakieś rady dla tych, którzy chcą zacząć, ale nie mają odwagi?

O Boże, lepiej nie zaczynać! W życiu nie myślałam, że napisanie książki to taka ciężka praca. A spłodziłam ledwie broszurkę. Nie mam pojęcia, jak powstają 500-stronicowe dzieła. Nie chcę wiedzieć.

Czy warto przejmować się krytyką?

Tak i nie. Warto wiedzieć na wstępie, po co się książkę pisze i dla kogo. Jeśli ona znajdzie kilku uważnych czytelników, to już jest sukces. Każda osoba ponadto to jest bonus. Warto mieć ogromną pokorę wobec redaktorów przyjmujących nasz tekst do druku i potem wobec korektorów, bo można się dużo nauczyć. A jak już się książka ukaże, to myślę, że nikt nie czuje się Dostojewskim. Więc tak, warto słuchać, co się czytelnikom nie podoba. A potem i tak się okazuje, że wszystkim się nie dogodzi.

Czy wydanie własnej książki coś zmieniło w Pani życiu? Czy dało odwagi do dalszego pisania?

Wydanie książki to był ogromny prezent dla mojej mamy i wielu moich przyjaciół (szczególnie węgierskich). Niespodzianka, bo nikt nie wiedział, że piszę książkę. I podziękowanie za wszystko, co od nich dostałam. Wszyscy wymienieni w książce poczuli się docenieni, wyróżnieni. Moim marzeniem jest przetłumaczenie „Rejsu po Węgrzech” na węgierski i wydanie tej książki na Węgrzech.

Plany na przyszłość?

Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi (Ember tervez, Isten végez). To, że będę mieszkać w Siófok i będę miała chłopaka Węgra też nie było w moich planach. Czekam na ciąg dalszy.

„Obecnie w Polsce blisko 95% książek sprzedaje się w bardzo niskich nakładach (niezależnie od ich poziomu merytorycznego), z samego pisania utrzymuje się może kilkadziesiąt osób w skali kraju. Większość autorów samodzielnie pokrywa koszty wydania swojej książki – a więc nie tylko nie zarabia na swojej twórczości, ale wręcz do niej dokłada.”- czy więc pisanie książek ma sens?

Pisanie książek oczywiście ma sens. Zawsze, niezmiennie. Jakikolwiek przejaw kultury, twórczości zawsze ma sens. Tym się człowiek różni od zwierząt. Świetnie, że żyjemy w czasach, gdy wydanie książki własnym sumptem jest w ogóle możliwe. I wcale nie oznacza to raju dla grafomanów (wydawnictwo ma prawo rękopis odrzucić). Jak napiszesz coś, co się nie da czytać, to nikt Ci tego nie wyda, nie będzie tego firmować – to warto wiedzieć.

Katarzyna Kociuba dla Kiwiportal.pl

Książka

Fragment książki:

Najlepsze wakacje to te nieplanowane, a im bardziej coś się nie układa na wstępie, to z reguły rosną szanse na szczęśliwe zakończenie. Mało kto jednak, jadąc na urlop, zakłada, że wywróci sobie życie do góry nogami. Nawet ktoś tak oddany przygodom jak ja.

Katarzyna Kociuba, „Rejs po Węgrzech”

Książka

Fragment książki:

Dostaję do wypełnienia 3-stronicowy formularz. Język węgierski jest bardzo przyjaznym językiem. Język węgierski w wydaniu urzędowym jest nad wyraz przyjaznym językiem. Brnę przez rubryczki (do diabła, ja się chcę tylko zameldować w swoim mieszkaniu kupionym za moje ciężko zarobione pieniądze!), na stronie trzeciej znajduję pytanie, czy aby przypadkiem nie mam HIV oraz do jakiego kraju jeżdżę najczęściej. Z HIV poszło łatwo, przy kraju zgłupiałam. Mówię pani urzędniczce, że ja generalnie lubię podróżować… - Ale pani jest Polką, prawda? Wiem, że to bez sensu, niech pani Polskę wpisze, tego i tak nikt nie sprawdza – dostaję szybką instrukcję. Nie, no w zasadzie czuję się jak w ojczyźnie, wszak i u nas absurdów nie brak. Ale czy my koniecznie i pod tym względem musimy być bratankami?

Katarzyna Kociuba, „Rejs po Węgrzech”

Ta strona używa plików cookies.
Dowiedz się więcej o polityce plików cookies klikając tutaj