Pięści wszystkich zaciskały się coraz mocniej. Knykcie bielały. Mięśnie napinały. Powietrze wypełniły gorące oddechy oraz chrapliwe warczenie mężczyzn. Felo wiedział, że zaraz dojdzie do starcia. Napięcie było tak wysokie, że wystarczy iskra, aby wybuchł wielki ogień zniszczenia. Ogólny chaos sprawi, że nie tylko zginą niewinni. Zginą także te dwa uwięzione wilki. – Ty sam, Edgarze, dzielisz Wordunę na pół – zaczął spokojnie Felicjan. – Rozejrzyj się. Wszyscy są gotowi do walki. – Pokazał rękami mężczyzn za swoimi plecami. – Naprawdę tego chcesz? Naprawdę chcesz, aby serce naszej krainy nasiąknęło krwią braci, którzy wyrżną się nawzajem? Dobrze wiesz, że tak właśnie to się skończy. – Tłum poparł Felicjana. – Masz się za wielkiego łowcę, więc bądź mężczyzną, a nie tchórzem. Wypuść nasze wilki, dziewczynę i stań do walki. Wyzywam cię!