Dojeżdżali na miejsce. Kornelia już z daleka podziwiała dworek. Prowadziła do niego wąska droga obsadzona ogromnymi lipami. Jechali wśród drzew, zbliżając się do szerokiej bramy. Można było zauważyć, że jej szczyt niegdyś zdobiły rzeźby, które witały domowników, ale nie udało się ich odzyskać. Podjechali pod dom, okrążając wielki skalniak, który mienił się przeróżnymi barwami. Sam dworek to cudna budowla w kolorze écru, w stylu romantycznym. Przy oknach na parterze ciocia posadziła malwy, które przypominały, że to dom z minionego wieku. Dziś te kwiaty nie są już tak popularne. Bluszcz okalał główne, zadaszone wejście, a po obu stronach drzwi stały dwie kolumny. Dookoła znajdowały się też inne zabudowania, ale jeszcze ich nie wyremontowano, chociaż ciocia opowiadała, że myślą nad ich przeznaczeniem. W tej chwili służyły jako składzik na różności. Wujek trzymał tam narzędzia, przyrządy, meble ogrodowe i wszytko to, co podczas remontu nie znalazło swojego miejsca w dworku. Za nim chyliła się na prawo stara stodoła, która wydawała się, nie wiadomo czemu, najciekawsza. Na jej ścianach widać było resztki farby w rozmaitych kolorach. Ciekawe, czy w przeszłości pasowała do otoczenia. Kornelia postanowiła później do niej zajrzeć.