Ładowanie

Słowa

Zamknij

Książka

Recenzja:

SMAK ŻYCIA

Z Łucją Fice, mieszkanką Gorzowa Wielkopolskiego, znam się od lat. Debiutowała tomikiem poetyckim w 1997 roku. Poezję uprawiała niejednokrotnie, jednak od dłuższego czasu zaczęła też zajmować się prozą. I to osobliwą, bowiem opowiadającą gastarbajtowanie za granicą. Za chlebem, panie, za chlebem! Te książki to było „samo życie” – uciekaliśmy za granicę, by mieć lepszą pracę i płacę. Powieści Przeznaczenie (2012) i Wyspa starców (2013) były „żywcem wzięte” z owego gastarbajtowania. Polegało ono przede wszystkim na opiekowaniu się starszymi osobami (w Wielkiej Brytanii i Niemczech). Czytam w nocie na jej temat: Jej doświadczenia zainspirowały powstanie książek Opiekunka, Przeznaczenie i Wyspa starców, opisujących los samotnej kobiety na emigracji. Tym razem skończyłem czytać najnowszą książkę Łucji pt. Druga strona grzechu. Dr Stefan Pastuszewski tak pisze na plecach okładki: Druga strona grzechu pozostaje na granicy powieści i eseju. Jest swoistym traktatem usiłującym rozstrzygnąć zagadkę bytu w oparciu o intuicję, penetracje somnambuliczną, zmysły i wiedzę z zakresu fizyki kwantowej. Tłem narracji jest biografia autorki, w tym jej wieloletnia emigracja, nazwijmy to zarobkową, choć w istocie była ona penetracją i nowych światów, i samego siebie, którego lepiej widać zarówno w oderwaniu od pieleszy kulturowych, jak i w sferze nowych, nieraz traumatycznych doświadczeń.

Cztery gastarbajterskie powieści Łucji Fice stworzyły mocny fundament pod Drugą stronę grzechu, ale zarazem były cennym dokumentem emigracji poakcesyjnej (która stała się losem blisko trzech milionów Polaków od 2004 roku).

No, pięknie wyręczył mnie Pastuszewski, ale muszę po lekturze tej książki dodać coś od siebie. Otóż Łucja, bywająca za granicą, miała to szczęście lub empatyczną zdolność, że nie musiała na przykład sprzątać ulic, lecz opiekowała się osobami starymi lub chorymi. A praca opiekunki to był nie tylko „gen empatii”, ale także refleksji nad naszym starczym życiem. A jeszcze piękniej wyręczyła mnie sama Łucja. Książkę poprzedza jej mini-wstęp, w którym Autorka autokomentuje „ideę” tej książki. Oto on: To książka o przeczuciach. Z konfliktami, trudną miłością starszych już osób, oddaleniem z powodu wyjazdów jednego z małżonków do pracy za granicą. To typ powieści magicznego realizmu dla tych, którzy już przeżyli żałobę, jak również dla tych, którzy stoją PRZED. Dzielę się doświadczeniami, być może z innego wymiaru. Może to książka z pogranicza NIE DO WIARY? Kiedyś nie zauważałam wielu pięknych rzeczy w życiu; one przecież istniały, ale uzmysłowiłam je sobie dopiero, gdy zabrakło najbliższej osoby. Przywołuję męża w symbolach, słowach, gestach, myślach. To książka o walce z samotnością. Dopiero po śmierci bliskiej osoby uświadamiamy sobie smak życia, jego barwę. Książka została napisana na granicy intymności i uniwersalności. Żałoba jest przejmująca, ale cierpienie nie przemija, siedzi gdzieś w środku. Rozpalam cierpienie wyobraźnią, wywołuję obrazy z przeszłości, powracam do przeczuć, których wówczas nie rozumiałam.

Nikt lepiej by tego wstępu nie napisał. Znam większość książek Łucji, ale tę uznaję za jej opus vitae. Masa tu różnych wątków, zdarzeń, opowieści. Gastarbajtowanie schodzi na drugi plan, bo Autorka skupiła się na podsumowaniu licznym peregrynacji i własnego żywota – i to bez „autoreklamy”, tylko z mądrym wczuwaniem się we własną drogę życia. Od drobiazgów po ważne wydarzenia. Myślę, że kolejne rozdzialiki tej książki pisały się długimi latami. Nie ma tu spójności tematycznej, a raczej silva rerum zdarzeń, przeżyć, doznań, rozterek, domniemań… Swoisty pamiętnik żywota. Doznałem olśnienia: wciąż mi się Łucja kojarzyła z tym gastarbajtowaniem, a tu nagle otwierałem szeroko oczy na te egzystencjalne rozważania. Z jednej strony uderza w tej książce erudycyjność literacka, ale z drugiej niezwykła świadomość własnej drogi i losu. Ma rację Pastuszewski kojarzący tę książkę z eseistyką. Zdarzają się tu „opowiastki”, ale przede wszystkim egzystencjalna świadomość Autorki jest tu istotą i sednem jej „smaku życia”. Mądrego życia! Oznajmiam bez przyjacielskich i krytycznoliterackich uniesień, że jest to jedna z najlepszych i najmądrzejszych książek, jakie ostatnio czytałem.

Leszek Żuliński

Ta strona używa plików cookies.
Dowiedz się więcej o polityce plików cookies klikając tutaj