Ładowanie

„Zanzara”

Zanzara. Jacka Antoniego Jackvilla to jedna ogromna przygoda literacka. Każda strona przynosi zaskakujące rozwiązanie zagadnienia miłości, która jest „leczona” w pewnym ośrodku zdrowotnym. Co ciekawe, autor ironizując, próbuje przekonać swojego czytelnika do tego, że z miłości można się wyleczyć, że specjalnie opracowane metody pomogą w zaprzestaniu konieczności kochania. Autor w swoim symbolicznym traktacie o miłości posługuje się terminologią z wielu dziedzin życia i nauki, jednak najbardziej znamienną jest tutaj właśnie medycyna – mamy klasyczne odwołanie się do takich sytuacji, jak przyjęcie pacjenta do kliniki, przeprowadzanie z nim wywiadu historii choroby, wdrażania odpowiednich terapii i przeprowadzenia badań. Najbardziej utkwiła mi w pamięci scena, w której bohaterkę, nazywaną Boginią, bada się pod kątem tego, czy na jej ciele zostały jakiekolwiek resztki DNA byłego kochanka – jak się okazuje, szczątkowy materiał genetyczny jeszcze gdzieniegdzie jest, jednak jest go tak mało, że zostaje postawiona diagnoza, że pacjentka jest już całkowicie wyleczona z miłości – widać to po jej radosnym usposobieniu, poprawnym zachowaniu i ogólnie dobrej kondycji psychicznej. Tego typu żartobliwych absurdów w książce odnajdujemy więcej. Potraktowanie uczucia miłości jako choroby staje się jednak wdzięcznym tematem, z jednej strony wzbudzającym śmiech, z drugiej zaś poważniejszą refleksję i smutek, gdyż mamy do czynienia niejednokrotnie z traumatycznymi przeżyciami bohaterów, którzy wierzyli, że mogą być szczęśliwi, mając u boku odpowiedniego towarzysza. Problem interpretacyjny nie zasadza się jednak na obranej symbolicznej tematyce i kontaminacji metaforycznej medycyny oraz miłości, ale na wykorzystanym rodzaju i gatunku literackim. Zanzara jest specyficzną hybrydą, łączeniem wszystkich schematów literackich o jakich można tylko pomyśleć. Odnajdujemy w niej elementy powieściowe, momentami możemy nazwać ją nawet nowelą, lub zbiorem nowel, natomiast w tych zbitkach prozy dochodzi do głosu liryka – wiele wynurzeń i osobistych refleksji bohaterów zostaje zapisanych w formie wiersza lub poematu, które jednak nie trącą górnolotnością. Można nawet śmiało rzec, że jest to nadal wierszowana proza, makabryczna zabawa formą, którą autor/narrator chce ośmieszyć, za której pomocą chce przekazać swoje rozważania. Prócz schematów czysto literackich, dochodzą także do głosu formy tekstów naukowych – widzimy wyliczenia, wywiady, a konstrukcja niektórych partii tekstowych przypomina nawet notatki lekarskie, pełne luźnych sformułowań, słownych wykresów i pobocznych adnotacji oraz uwag. Książka Jacka Antoniego Jackvilla jest przedziwnym tworem, na wskroś symbolicznym i metafizycznym. Zawartych tu treści nie można interpretować powierzchownie, trzeba wyczuć, że jest to klasyczna zabawa formą i tematami, takimi jak: choroba, uczucia, emocje. Warto zauważyć, że w tekst wplecione są także różnego rodzaju konotacje muzyczne. Innymi słowy, nie sposób w kilka słów ująć tę pozycję, można powiedzieć nawet, że żaden, nawet najbardziej szczegółowy opis, bądź recenzja, nie jest wstanie optymalnie oraz obiektywnie przybliżyć fabułę tej książki. Każdy z czytelników wyciągnie z niej coś dla siebie, choć należy zaznaczyć, że nie jest to odpowiednia lektura dla osób, które nie gustują w symbolicznych opowiastkach. Do Zanzary trzeba podejść jak do tomiku głębokiej i trudnej poezji – trzeba mieć czas na rozwikłanie przywołanych metafor, trzeba szukać zawsze drugiego dna każdej z historii bohaterów. Książka ta kojarzy mi się odrobinę ze Zdrojem Barbary Klickiej, choć tam forma była bardziej uproszczona i klarowna. Polecam tę książkę traktować jak swoistą ciekawostkę literacką, która może zmusić nas do myślenia o sprawach egzystencjonalnych.

Autor recenzji: Sylfana

Link do recenzji: KLIK

Ta strona używa plików cookies.
Dowiedz się więcej o polityce plików cookies klikając tutaj