Ładowanie

„Płochliwość” Małgorzata Maggie Gołębiowska

To jest poezja, i to momentami naprawdę niezła. Własna; własny klimat, własne myślenie, metaforyka także konstruowana językiem osobnym. Dużo ciekawych chwytów stylistycznych, łącznie z prozodią i brzmieniami melodycznymi. Prawie nie spotyka się cudzych tropów, a jeśli tak, to są przemyślane, celowe. Autorka opowiada nawet pewne banały w sposób niebanalny, taki, że np. typowe wezwanie religijne przestaje straszyć typowością. To duża umiejętność, polegająca na odpowiednim przygotowaniu klimatu w wierszu, otoczenia owych dosłowności czy oczywistości. Do niektórych tekstów można mieć zastrzeżenia, na przykład że są zbyt hermetyczne, zwłaszcza te, które opowiadają o jakimś znaczącym incydencie (z puentą albo "silnym wrażeniem"); tylko autorka wie, w jakim to umieszczać kontekście, o co w wierszu (lub poza nim) chodzi. To bym rozjaśnił, dopowiedział (nieraz jest to kwestia tylko zmiany dwóch, trzech słów albo szyku wyrazów, akcentu zdaniowego itp.). Czasem spotyka się to w wierszach dłuższych, kiedy następują nagłe zwroty "fabuły intelektualnej" (nie mam innego na to określenia) i czytelnik może się zgubić, nie będzie umiał się wczuć. Po chwili odbiorca wraca do utworu, ale fragment, te dwie linijki, które stracił, pozostaje stracony, bo nie została odczytana jakaś metafora itd. Inaczej mówiąc - na pewnym etapie tworzenia wiersza poeta musi przestać być autorem i przeistoczyć się w redaktora i sprzedawcę tego, co napisał. To wymaga wówczas 1) zapomnienia, że się rzecz pisało, 2) prześledzenia, jak się to czyta i co z tego rozumie, 3) rozpatrzenia w kategoriach handlowych (ale bez przesady idącej w stronę przymilania się czytelnikowi, epatowania go itp.). Tego w tym tomiku chyba zabrakło, ale są to zagadnienia marginalne, do stosowania w przyszłości. Gratuluję bardzo dobrej książki, zaskakującej jakością.

Piotr Müldner-Nieckowski

Ta strona używa plików cookies.
Dowiedz się więcej o polityce plików cookies klikając tutaj