Ładowanie

„Łechtanie pokrzyw”

Nie spodziewałam się, że w XXI wieku cokolwiek jest w stanie mnie jeszcze zawstydzić. Przy tej wszechobecnej lekkości obyczajów i nieograniczonej wolności słowa?! A jednak! Dokonał tego niewinnie wyglądający zbiór fraszek Janusza Sipkowskiego o cudownie brzmiącym tytule „Łechtanie pokrzyw”. Aż sobie przypomniałam znaczenie zwrotu „rubaszne żarty”.

Autor wydobywa na światło dzienne skrywane głęboko myśli, pragnienia, wady i skłonności. Niektórym przybija szpilę lub wręcz celuje prosto w oblicze, jak to się mówi, z grubej rury. Uwaga lektura wyłącznie dla dorosłych!

Przed rozpoczęciem przyglądania się twórczości Janusza Sipkowskiego, warto by było przypomnieć sobie, czym w ogóle są fraszki (z pewnością wielu osobom przypomni się tu postać Jana Kochanowskiego). To utwory poetyckie charakteryzujące się rymowaną, krótką budową, zabarwione humorystycznie i zakończone puentą. I takie są właśnie fraszki zawarte w „Łechtaniu pokrzyw”: krótkie, ironiczne i z błyskotliwym podsumowaniem. Można albo parsknąć śmiechem, albo po uszy się zarumienić. Moim zdaniem utwory zawarte w tomiku nie mogą być niczym innym, jak efektem wnikliwej obserwacji otoczenia i skłonności do jego definiowania. Interesujących refleksji znajdziemy tu bez liku. Autor wypowiada się na temat miłości (bardzo często fizycznej), porusza kwestie bycia twórcą, zahacza o dzieła sztuki, proces tworzenia, a nawet zagłębia się w relacje społeczne. Komentuje ludzki intelekt, wygląd, wykonywane zawody i posiadane zainteresowania. W tym miszmaszu znalazły swoje miejsce także utwory polityczne. Nie potrzebują one wymieniania nazw konkretnych partii, gdyż autor wziął na ruszt wszelakie osobniki polityczne, wspinające się po szczeblach aby wyżej. To bogactwo zapiera dech. Janusz Sipkowski sięga bowiem do różnych dziedzin wiedzy, posługuje się pojęciami z medycyny, filozofii, historii, prawa, fizyki itd. i doskonale je definiuje, nadając całkowicie nowe znaczenie. Zapewnia, dzięki tym zabiegom, śmiech przez łzy. To taki poetycki słownik pojęć wszelakich. Warto przyjrzeć się z bliska, jak wiele mówiące są dobrane do fraszek tytuły. Nie rzadko wzniosłe, odkrywają prawdę (często wstydliwą lub gorzką) o wielu ludzkich skłonnościach. Autor w swojej twórczości wykorzystuje wszelkie wieloznaczności, jak również grę słów i skojarzenia. Nawiązuje do często stosowanych powiedzeń, powszechnych żartów na dane tematy (chociażby damsko-męskie) i korzysta z zasobów staropolszczyzny. Pojawiają się tu również homonimy, homofony, metafory, jak również elementy czarnego humoru. Jednak to, co najistotniejsze, a w „Łechtaniu pokrzyw” doskonale widoczne, prawdziwą sztuką staje się w zaledwie dwóch wersach zawarcie tak wielu treści wraz z wysmakowaną puentą. Januszowi Sipkowskiemu udaje się to za każdym razem. Nawet tytuły rozdziałów zostały stworzone w sposób żartobliwy. Pomimo tak dużej liczby utworów nie ma się wrażenia, że zwroty wciąż się powtarzają, a temat wałkowały jest wciąż z tego samego punktu widzenia. Autor dowodzi, jak bogaty jest język polski i jak ogromny jest zasób jego wiedzy i słownictwa. Podczas lektury pojawia się mnóstwo pomysłów zastosowania fraszek Janusza Sipkowskiego. Utwory zawarte w zbiorze są tak wielozadaniowe, że mogłyby służyć jako hasła reklamowe, cytaty w przemowach, czy anegdoty opowiadane podczas rodzinnych imprez. Nadają się nawet do wypisywania jako dedykacje do książek. Wszystko dzięki temu, że nader często nie mówią o rzeczach wprost, ale poprzez ładnie wykreowany podtekst. Trzeba go odsłonić niczym podszewkę w spódnicy, by odszukać jakie jest to trafiające w sedno przesłanie. Ubawiłam się przy tej książce niezwykle. Pokrzywa zamiast bukietu? Czemu nie!

Autor recenzji: Sosnowa Igiełka

Ta strona używa plików cookies.
Dowiedz się więcej o polityce plików cookies klikając tutaj