Ładowanie

„Ich Troje”

Co jakiś czas każdego, dorosłego lub dziecko, dopada chandra, kiepski humor, męczące go troski, bądź po prostu ma gorszy dzień. Zaryzykuję i zgadnę, że na poprawę humoru jedni zjedzą coś słodkiego, obejrzą śmieszną komedię lub będą potrzebować obecności drugiego człowieka by móc się po prostu przytulić i porozmawiać. Drudzy zaś, wypocą ponure myśli poprzez ćwiczenia, chwilowo popłaczą w poduszkę lub nie zrobią nic i poddadzą się trawiącemu ich nastrojowi. A gdyby tak spróbować czegoś innego? Może odrobina magii, marzeń i fantazji? Dawno temu, w słodkich latach mojego dzieciństwa, bardzo popularną piosenką była właśnie „Fantazja" śpiewana przez zespół Fasolki. „Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego..”. Idąc tym tropem, autorka Ewa Szefer postanowiła stworzyć opowieść dla dzieci pokazującą w jak prosty sposób można zmienić swoje spojrzenie na otaczający nas świat oraz poprawić posępny humor. „Ich troje" to nieduża książeczka, która opowiada historię Pana Melonika oraz jego parasola idących aleją parkową w posępnym nastroju, każdy zatopiony we własnych myślach, otoczeni ciszą. Z oddali dostrzegł ich młody, wiosenny wietrzyk, który w swej główce ma tylko psoty a na twarzy chochlikowy uśmiech. Postanawia on rozweselić smutną parę i dać im powód do radości i śmiechu. To zadanie nie należy jednak do łatwych, gdyż żaden z bohaterów nie chce poddać się radosnemu humorowi wietrzyka. Bohaterowie w końcu zdadzą sobie sprawę z tego, że nie warto się gniewać i pogrążać w czarnych myślach, należy spojrzeć na wszystko z nowej perspektywy, która przy odrobinie chęci i pozytywnego myślenia pozwoli na nowo cieszyć się otaczającym nas światem. Jest to bardzo sympatyczna książeczka, pełna kolorowych obrazków stworzonych przez Pawła Gierlińskiego, które pobudzają wyobraźnię. Rysunki nie posiadają zbyt wielu szczegółów, dzięki czemu nie rozpraszają one dziecka, za to pozwalają skupić się na tym co najważniejsze. Niezbyt długi tekst sprawia, że całość czyta się lekko i przyjemnie. Dodatkową zaletą są wykorzystane przez autorkę rymy, które szybko wpadają w dziecięce ucho. Pani Ewa w delikatny sposób, niczym wiosenny wietrzyk, popycha dziecięcych i dorosłych czytelników do zanurzenia się w swój własny świat marzeń, do zabawy oraz wesołych figli. Książeczka wydana jest w niedużym, kwadratowym formacie, z grubego i matowego papieru. Dla mnie, jako rodzica, jest to oczywiście zaletą. Dziecko bowiem samo może usiąść nad książeczką i ją oglądać, nawet czytać, gdyż literki są duże i wyraziste. A jeśli nie ma jeszcze tej umiejętności, bez problemu może wymyślić własną historyjkę na podstawie obrazków. Mój syn należy do tej drugiej grupy, bardzo lubi też słuchać z wielkim zainteresowaniem oraz z przejęciem komentować dosłownie wszystko. Bajeczka pobudza również kreatywność, o czym przekonaliśmy się sami tworząc rysunki z bohaterami w roli głównej. Pokazuje ona dziecku, że na każde smutki jest rada, trzeba tylko umiejętnie wykorzystać własną wyobraźnię i nieszablonowe myślenie, bo to właśnie w tym kryje się największy potencjał. Przy okazji muszę zaznaczyć, że u nas książeczka trafiła bardzo w gust smyka, który od dłuższego czasu uwielbia wszelkie historyjki z parasolami. Bajka czytana jest kilka razy dziennie, wysłuchana w wielkim skupieniu oraz z szerokim uśmiechem na buzi.

Link do recenzji: TU

Ta strona używa plików cookies.
Dowiedz się więcej o polityce plików cookies klikając tutaj